czwartek, 11 kwietnia 2013

Rozdział 3


ROZDZIAŁ 3
Jeff spojrzał na zegarek dreptając w miejscu. Była za piętnaście piąta. Już za niedługo miał się stać bardzo bogatym i bardzo poszukiwanym człowiekiem.
Od dziecka wiedział, że będzie kiedyś bogaty. Co prawda nie sądził, że zdobędzie bogactwo w taki sposób lecz prawda była taka, że jako strażak nie był w stanie się dorobić fortuny.
Poprzedniego dnia wrócił do miasteczka wypożyczonym w Oklahomie autem i zaparkował niedaleko banku by jak najszybciej uciec. Poklepał przyjacielsko broń mając nadzieję, że nie będzie musiał jej użyć. Zostawił kluczyki w stacyjce samochodu bez obawy – na zadupiu jakim było Point Markus nie było pewnie kradzieży od dziesięcioleci.
Stan Williams westchnął i pokręcił głową z niezadowoleniem. Pracował przy odholowywaniu aut dwadzieścia lat, lecz nadal zagadką dla niego był powód dla którego ludzie parkowali obok hydrantów. Ilekroć widział coś takiego wzdychał i… odholowywał auto na parking niedaleko siedziby szeryfa. Spojrzał na rejestrację.
- Panie Oklahoma, witamy w Teksasie – zanucił i włączył wyciągarkę.

Szymon przeciągnął się jak tylko wysiadł z samochodu. Jechał bez odpoczynku przez pięć godzin, ale najważniejsze że udało mu się trzymać planu. Dotarli do Point Markus na czas.
Rozejrzał się po pustych uliczkach. Jedyny znak wskazywał, że przecznicę dalej znajduje się bank i biblioteka. Cisza aż piszczała w uszach. Nie zauważył ani jednej żywej duszy mimo, że była za dwie minuty piąta – środek dnia. Czy ludzie tutaj nie pracują? –Zdziwił się.
Aleksandra spała na tylnym siedzeniu. Uśmiechnął się pod nosem. Nie była wymarzonym materiałem na żonę, ale uznał, że po ślubie jej postrzelone pomysły się kończą a ona stanie się żoną jakiej oczekuje. Miejsce wydawało się być bezpieczne więc postanowił jej nie budzić. Zostawił kluczyki w stacyjce by klimatyzacja działała a sam poszedł zobaczyć okolicę. Ujrzał mężczyznę wchodzącego do baku.
- W końcu ktoś tutaj pracuje – stwierdził.

Trzy minuty później Jeff pędził jakby chciał wygrać Wielką Pardubicką. Torby z pieniędzmi obijały się mu o nogi lecz on nie zwalniał. Wypadł zza zakrętu i dopadł samochód. Energicznie otworzył drzwi i wrzucił pieniądze na przednie siedzenie. Zapuścił silnik i ruszył.
Dopiero dwadzieścia minut później, gdy przekraczał granicę stanu poczuł jak poziom adrenaliny opada. Kradzież poszła gładko, ponieważ o tej porze w baku został tylko dyrektor i kasjer. Poczuł dreszcz podniecenia na samą myśl ile pieniędzy miał w torbach.
Ola powoli budziła się stwierdzając z niezadowoleniem, że ciągle są w drodze. Kolejną porcję niezadowolenia wzbudziła w niej pilna potrzeba pójścia do toalety, a wiedziała jak Szymon był upierdliwy gdy musiał się zatrzymywać na niezapowiedziane postoje. Usiadła opierając się na dłoni i mimo zaspania szybko oceniła, że kierowcą nie jest bynajmniej Szymon.  Przekręciła głowę to w lewo, to w prawo jakby szukając odpowiedzi na nurtujące ją  pytanie:
- Kim pan jest? – Spytała spokojnie.
Oczy Jeffa otworzyły się szeroko gdy w lusterku wstecznym zobaczył kobiecą twarz. W samochodzie ktoś był! Oprócz niego, naturalnie. Wcisnął z całej siły pedał hamulca. Opony wydały nieprzyjemny dla uszu pisk, a pojazd wpadł w poślizg i zaczął kręcić się niczym karuzela. Ola obijała się co chwila o inna część pojazdu,  aż spadła między siedzenia desperacko chroniąc głowę rękami przed urazem. Za oknem świat wirował a ona chciała tylko wydostać się w pułapki.
Karuzela skończyła się równie nagle jak zaczęła.
Pasy bezpieczeństwa mocno ścisnęły Jeffa. Nerwowo łapał powietrze rzucając się do wyjścia, lecz te same pasy które przed chwila uchroniły go przed bolesnym spotkaniem z deską rozdzielcza teraz trzymały go w pułapce. Szarpał je bezskutecznie jednocześnie obserwując kątem oka jak postać z tyłu gramoli się do wysiadania.
Wydostali się w tym samym momencie i stojąc po dwóch stronach pojazdu patrzyli na siebie zaskoczeni.
- Co jest, kurwa?! – Wrzasnął, bo nic  mądrzejszego nie przyszło mu do głowy i sięgnął po pistolet na widok którego z gardła Oli wydobył się donośny pisk, a ona sama odwróciła się na pięcie i rzuciła do ucieczki.
Szok  w jakim była uniemożliwiał panowanie nad odruchami, w tym nad wydobywaniem z siebie irytującego odgłosu. Biegła jak najdalej.
Jeff stał oszołomiony.
Zacisnął oczy w nadziei, że po otwarciu dziwna, wrzeszcząca i biegnąca zygzakiem postać zniknie. Nic takiego niestety nie nastąpiło. Chwilę zajęło mu dojście do jakże olśniewającego wniosku, że dobrze byłoby coś zrobić w tej sytuacji - nie bardzo wiedział jednak co. Uznał wobec tego, że najpierw ją dorwie a potem pomyśli.
- Kurwa, stój! – krzyknął widząc jak hałaśliwa postać szybko się oddala, a Ppnieważ nie posłuchała i biegła dalej rzucił się w pogoń.
Okazało się to niełatwym zadaniem, bo Ola często zmieniała kierunki i generalnie biegła bez ładu i składu więc trudno było przewidzieć jej kolejny krok. Jeff miał ochotę ją zastrzelić, jaka szkoda, że  jedyna broń jaką dysponował była  plastikowy rewolwer. Potknął się o korzeń i prawie wylądował twarzą w krowim placku. Wkurzony usiadł na pietach, złapał pistolet, zamachnął się i rzucił nim trafiając (ku swemu wielkiemu zdziwieniu) Olę w głowę. Ola czując mocne uderzenie i upadając spektakularnie była równie zaskoczona  co on.
- O pierdolę, ale numer – stwierdził  stojąc z rekami w górze jakby czekał na oklaski. Nie mogąc się ich doczekać zreflektował się po kilku sekundach, dopadł Olę i zatkał jej usta dłonią.


Rozdział 2


ROZDZIAŁ 2

Ola Marecka westchnęła poważnie znudzona.
Na jej nudę nie było lekarstwa, przerobiła już: stukanie paznokciami po tapicerce, przeglądanie mapy po raz setny w ciągu godziny by po raz setny przekonać się, że w okolicy jest wielkie nic, kręcenie się na fotelu pasażera również nie sprawiało, że nudziła się mniej. Sto dwadzieścia kilometrów temu skończyła czytać książkę i od tego czasu bezczynność doprowadzała ja do szału.
Spojrzała na prowadzącego ich wypożyczonego w Atlancie, obrzydliwego niebieskiego Forda. Szymon – bo tak na imię miał kierowca i narzeczony w jednej osobie – miał na twarzy wyraz nie odzwierciedlający żadnych uczuć. Odkąd poznała tego człowieka jego mimika była niezmieniona i Ola podejrzewała, że wsadzenie w jego tyłek otwartego parasola nie zmieniłoby tego stanu rzeczy.
Wyczuł jej przeszywający wzrok i spojrzał na nią swoimi szarymi oczami.
Uśmiechnęła się.
- Kiedy się zatrzymamy?
- W Point Markus, jak zaplanowałem. To małe miasteczko. Pięciuset mieszkańców, założone w tysiąc osiemset siedemdziesiątym roku. Jest o dwadzieścia mil na wschód od granicy z Nowym Meksykiem i tyle samo na południe od Oklahomy.
- Pasjonujące. Nie mogę uwierzyć, że pozostałeś kawalerem tak długo Szymku. Ktoś z taka osobowością jak ty powinien już być dawno zajęty.
- Szymonie – poprawił ją. – Małżeństwo to nie wszystko. Uważam, że należy kierować się głową a nie emocjami. Dlatego zgodziłem się ożenić z tobą Aleksandro – będą z tego same korzyści, zarówno dla ciebie jak i dla mnie a także naszych rodzin.
- Olu – poprawiła go, lecz on nie zwracał na to uwagi ciągnąc wywód na temat dzieci i początku rodu. W tym samym czasie Ola modliła się o niesprawne jajniki.

Rozdział 1


ROZDZIAŁ  1
Młoda kobieta uśmiechnęła się nieśmiało wkładając pasemko włosów za ucho. Mężczyzna stojący naprzeciwko nie był wyjątkowo przystojny, lecz jej zainteresowanie było podyktowane między innymi tym, że jedynym znanym jej kawalerem w okolicy był Billy Bob, którego ciało wydawało woń zdechłego oposa. Wypisała druk wypożyczenia samochodu zgrabnym pismem.
Jeff podrapał się po zaroście który celowo zapuścił. Ubrany w typowy kowbojski kapelusz był trudny do rozpoznania.
- Pański niebieski ford stoi na parkingu panie Louise. - Z uśmiechem podała mu do podpisania blankiet oraz kluczyki do wozu, niby przypadkiem muskając jego dłoń. Jeff był tak skupiony, że nawet tego nie zauważył.
- Samochód ma wszelkie ubezpieczenia, tak w razie potrzeby.
Nie mam wątpliwości, że się przydadzą – odpowiedział jej w myślach i zwinnie złożył podpis, który przed chwila wymyślił i wyszedł na parking.
Stanął przed niebieskim autem.
- Kto, kurwa, robi samochody w takim pedalskim kolorze?
Ruszył w drogę powrotną do teksasu ciesząc się, że opuszcza Oklahomę. Straszne zadupie – ocenił.