ROZDZIAŁ 2
Ola Marecka westchnęła poważnie znudzona.
Na jej nudę nie było lekarstwa, przerobiła już: stukanie paznokciami po tapicerce, przeglądanie mapy po raz setny w ciągu godziny by po raz setny przekonać się, że w okolicy jest wielkie nic, kręcenie się na fotelu pasażera również nie sprawiało, że nudziła się mniej. Sto dwadzieścia kilometrów temu skończyła czytać książkę i od tego czasu bezczynność doprowadzała ja do szału.
Spojrzała na prowadzącego ich wypożyczonego w Atlancie, obrzydliwego niebieskiego Forda. Szymon – bo tak na imię miał kierowca i narzeczony w jednej osobie – miał na twarzy wyraz nie odzwierciedlający żadnych uczuć. Odkąd poznała tego człowieka jego mimika była niezmieniona i Ola podejrzewała, że wsadzenie w jego tyłek otwartego parasola nie zmieniłoby tego stanu rzeczy.
Wyczuł jej przeszywający wzrok i spojrzał na nią swoimi szarymi oczami.
Uśmiechnęła się.
- Kiedy się zatrzymamy?
- W Point Markus, jak zaplanowałem. To małe miasteczko. Pięciuset mieszkańców, założone w tysiąc osiemset siedemdziesiątym roku. Jest o dwadzieścia mil na wschód od granicy z Nowym Meksykiem i tyle samo na południe od Oklahomy.
- Pasjonujące. Nie mogę uwierzyć, że pozostałeś kawalerem tak długo Szymku. Ktoś z taka osobowością jak ty powinien już być dawno zajęty.
- Szymonie – poprawił ją. – Małżeństwo to nie wszystko. Uważam, że należy kierować się głową a nie emocjami. Dlatego zgodziłem się ożenić z tobą Aleksandro – będą z tego same korzyści, zarówno dla ciebie jak i dla mnie a także naszych rodzin.
- Olu – poprawiła go, lecz on nie zwracał na to uwagi ciągnąc wywód na temat dzieci i początku rodu. W tym samym czasie Ola modliła się o niesprawne jajniki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz