ROZDZIAŁ 4
- Jeśli zaraz – wydyszał – się nie zamkniesz, zastrzelę cię.
Jedyną reakcja Oli było jeszcze szersze otwarcie oczu. Miała nad sobą stukilogramowego obcego i uzbrojonego mężczyznę i nie wiedziała do czego mógł być zdolny.
Oddychała głęboko przez nos, bo jej usta zasłonięte były przez wielką dłoń. Gdyby była dzieckiem pewnie odważyłaby się polizać lub ugryźć go, lecz w jej wieku pomysł ten wydawał się z gola obleśny. A bo to wiadomo gdzie pchał ręce wcześniej i czy wymył je po skorzystaniu z toalety? Wolała nie nabawić się jakiegoś paskudztwa.
Jeff dał kobiecie chwilę na uspokojenie, a sam obmyślał plan awaryjny. W końcu uznał, że lepiej wsadzić ją do samochodu zanim natkną się na zbłąkanego rolnika.
- No dobrze – rzekł stanowczo. – Jeśli zaczniesz uciekać lub krzyczeć, zastrzelę cię. Rozumiesz?
Kiwnęła.
- Wstajemy na trzy, rozumiesz?
Potwierdziła.
Zastanowił się czy jeszcze jakaś groźba przychodzi mu do głowy, ale najwyraźniej wyczerpał pomysły. Sprawnie podniósł ją z ziemi z taką samą lekkością i łatwością z jaką rodzic podnosi dziecko. Ola była pod wrażeniem jego siły, bowiem po szybkim otaksowaniu go wzrokiem stwierdziła, że nie sprawia wrażenia wyjątkowo silnego.
- Bardzo dobrze - pochwalił ją. - A teraz do samochodu. Panie przodem.
Nie ruszyła się z miejsca tylko skuliła się w sobie a jej oczy zrobiły się wilgotne, co nie uszło uwadze Jeffa. Tylko tego mu brakowało, by wpadła w histerię i zwróciła na nich uwagę. W każdej chwili ktoś mógł ich zobaczyć a od tego był tylko krok do pojawienia się FBI z całym tabunem durnych agentów. Zdecydowanie nie powinien szarpać się z nią na środku drogi czy pola, tylko jak najszybciej wpakować do samochodu. Machnął bronią w jej kierunku starając się wyglądać groźnie.
- Co ty żarty sobie stroisz? Do samochodu, ale juuuż! - Wrzasnął aż podskoczyła a po policzkach spłynęły łzy.
- Siusiu mi się chce… - wydukała wpatrując się w ziemię. - Nie korzystałam z toalety od kilku godzin a ty usiadłeś mi na pęcherzu…
Pociągnęła nosem a Jeff wziął głęboki oddech rozglądając się w poszukiwaniu żywej duszy. Nikogo nie zauważył po czym wspaniałomyślnie oznajmił:
- W porządku, nie krępuj się.
- Tutaj? - Spojrzała na niego bezradnie.
- Naturalnie, że nie! - Odetchnęła z ulgą słysząc te słowa. - Mam w kieszeni podręczną toaletę, jak przytrzymasz pistolet to ci ją rozłożę.
- Możesz chociaż się odwrócić?
- Żebyś zwiała? Nie ma mowy - rzekł bowiem jedna pogoń za nią zdecydowanie mu wystarczyła, nie zamierzał narażać się na kolejną.
- Nie ucieknę, obiecuję - miała nadzieję, że brzmi wiarygodnie.
- No, skoro obiecujesz to co innego - rzekł sarkastycznie. - Sikasz albo nie, mnie to obojętne.
Pokręciła głową. Była na tyle przerażona sytuacją w jakiej się znalazła, że nie potrzebowała upokorzenia do kompletu.
- Będziesz prowadzić - oznajmił kiedy wcisnął Olę na siedzenie kierowcy.
Otarła łzy wierchem dłoni kątem oka spoglądając na mężczyznę. Mimo buszującej w żyłach adrenalinie powoli opanowywała emocje i ku swemu zaskoczeniu z jego zachowania wydedukowała, że był w sytuacji w jakiej się znaleźli równie zagubiony jak ona. Dlaczego? A może tylko jej się zdawało?
- Chcesz mnie zgwałcić? - Nie wytrzymała w końcu i uznała, że tą kwestię trzeba wyjaśnić.
Spojrzał na nią z niedowierzaniem.
- Nie.
- Zabić? - Spytała drżącym głosem.
- Zabiję cię, jeśli się nie zamkniesz - warknął. - Skup się na prowadzeniu.
Ruszyli. Żadne z nich chyba nie było w stanie powiedzieć ile dokładnie już jechali gdyż pogrążeni we własnych myślach stracili poczucie czasu. Oli niestety o przemijających chwilach przypominał pełny pęcherz coraz uciążliwiej dający o sobie znać.
- Skręć tam - rozkazał wskazując niewielki lasek po prawej. Wyglądał on niczym zielona wyspa po środku żółtych pól uprawnych.
Gdy tylko wjechali między drzewa Ola gwałtownie wcisnęła hamulec i rzuciła się do wyjścia.
- Co do cholery?! - Wrzasnął zaskoczony jej zachowaniem i ponownie zaczął szarpać się z pasami bezpieczeństwa. - Zasrane cholerstwo! - ocenił gdy udało mu się w końcu wydostać z pojazdu i ruszyć w pogoń.
- Siusiam! - Wyjaśniła szybko by nie zastał jej w niezbyt komfortowej pozycji.
Jeff zatrzymał się niczym koń na widok żmii. Nie miał zamiaru narażać się na oskarżenie o molestowanie seksualne ze strony tej wariatki, więc poczekał aż skończy (mają nadzieję, że jednocześnie skończy się ten uciążliwy motyw przewodni ich przygody), ubierze się i dopiero wtedy wybuchnął:
- Co do kurwy nędzy robisz w moim aucie?!
Ola aż uniosła brwi.
- Porwałeś mnie? - Było to bardziej stwierdzenie ociekające sarkazmem niż pytanie lecz mimo, że to nie ona z ich dwójki posiadała broń i to ona powinna liczyć się ze słowami, nie mogła utrzymać nerwów na wodzy.
- Nie porwałem ty kretynko! To ty wlazłaś do mojego auta! Stał sobie spokojnie zaparkowany i czekał na mnie a ty musiałaś do niego wpakować swoje dupsko?!
- Dupsko?! - Chwyciła się pod boki i pochyliła w stronę Jeffa niczym gotowy do walki kogut. - Ty palancie mnie uprowadziłeś! Spałam, pewna, że za kierownicą jest mój narzeczony a ty, durniu jeden, zjawiłeś się z nikąd!
- Nazywasz durniem faceta który mierzy do ciebie z broni? Jesteś nienormalna ty głupia krowo!
Koniec zdania zbiegł się z szokującym uczuciem na jego policzku. Jakby połączenie nacisku z szybkością, powodującą nieprzyjemny ból. Całkowite zaskoczenie spowodowało, że chwilę zajęło mu zanim zrozumiał, że dostał z liścia.
Ola patrzyła na niego z rozdziawionymi ustami i oczami wielkości spodków nie mogąc uwierzyć w to, co odważyła się zrobić. Nie wiedziała nawet jak to się stało że jej ręka, nagle zaczęła żyć własnym życiem i z całą siłą ruszyła w kierunku twarzy przeciwnika. Ale zdecydowanie nie to najbardziej wprawiało Olę w osłupienie, lecz fakt, że przestała odczuwać paniczny i obezwładniający strach jaki towarzyszył jej od czasu rozpoczęcia tej całej historii. Powinna w tej chwili modlić się o swoje życie a zamiast tego czuła spokój i opanowanie, czy to normalne? Co się stało? Jak to się stało? Czy mogła bać się tak bardzo, że aż przestała? Czy to, miało jakikolwiek sens?
Mamo, jeszcze nigdy nie uderzyłem kobiety ale tą przede mnie pragnę rąbnąć tak, by głowa obróciła jej się wokół własnej osi kilka razy, jeśli ci to nie przeszkadza, daj mi jakiś znak - modlił się w duchu do zmarłej przed dwoma laty matki, która wpoiła mu szacunek i opiekuńczość w stosunku do kobiet. Nie wiadomo jaki matka miała pogląd na rzucanie w kobiety pistoletami i trafianie ich w głowę, ale skoro nic o tym za życia nie wspominała Jeff uznał, że z tamtego incydentu jest rozgrzeszony. Żaden znak nie nadszedł, więc westchnął głęboko, pokręcił z niedowierzaniem głową i wycelował lufę w stronę Oli.
- Strzelaj - powiedziała. - Dostaniesz karę śmierci.
- Już mam ochotę strzelić sobie w łeb. Nic z tego, kurwa, nie rozumiem!
Podszedł do pojazdu i począł kopać go wykrzykując mało cenzuralne określenia kobiecych profesji i narządów płciowych. Nie świadczyło to o jego inteligencji czy poziomie, lecz dawało upust nagromadzonej złości więc po chwili lekko uspokojony, z opuszczoną bronią przy udzie spacerował wokół auta by zebrać myśli i właśnie wtedy jego wzrok padł na tablicę rejestracyjną.
- Georgia? Jaka Georgia?
- To auto - rozpoczęła wyjaśnianie spokojnie - razem z narzeczonym wypożyczyliśmy w Georgii. Ten paskudny samochód jest nasz i będę wdzięczna jeśli przestaniesz ciągle przeklinać.
Dezaprobata w oczach Oli była tak widoczna jak fajerwerki na nocnym niebie. Pozwalała sobie na nią zdobywając z każdą sekundą coraz mocniejsze przekonanie, że facet nie był przygotowany na zaistniałą sytuację i nie umiał się w niej odnaleźć.
Jeff oparł czoło na dachu forda po czym spojrzał na nią bezradnie.
- To był miły, bezkrwawy napad na bank…
- Napadłeś na bank? - W jej głosie znalazła się nutka zachwytu bowiem zdobyła pewność, że nie porwał jej dla okupu czy ot tak, dla hobby.
Przytaknął.
- W Point Markus?
Przytaknął.
Rozważała czy nie ugryźć się w język lecz niedowierzanie było zbyt wielkie:
- Kto obrabia bank na takim zadupiu?!
Zmrużył oczy. Korciło go, żeby powiedzieć wszystko i udowodnić że jest cwany i inteligentny, bo na razie faktycznie wychodził na niezłego głąba, lecz dyskusja z nią nie miała sensu. Teraz najważniejsze było pozbycie się samochodu.