ROZDZIAŁ 3
Jeff spojrzał na zegarek dreptając w miejscu. Była za piętnaście piąta. Już za niedługo miał się stać bardzo bogatym i bardzo poszukiwanym człowiekiem.Od dziecka wiedział, że będzie kiedyś bogaty. Co prawda nie sądził, że zdobędzie bogactwo w taki sposób lecz prawda była taka, że jako strażak nie był w stanie się dorobić fortuny.
Poprzedniego dnia wrócił do miasteczka wypożyczonym w Oklahomie autem i zaparkował niedaleko banku by jak najszybciej uciec. Poklepał przyjacielsko broń mając nadzieję, że nie będzie musiał jej użyć. Zostawił kluczyki w stacyjce samochodu bez obawy – na zadupiu jakim było Point Markus nie było pewnie kradzieży od dziesięcioleci.
Stan Williams westchnął i pokręcił głową z niezadowoleniem. Pracował przy odholowywaniu aut dwadzieścia lat, lecz nadal zagadką dla niego był powód dla którego ludzie parkowali obok hydrantów. Ilekroć widział coś takiego wzdychał i… odholowywał auto na parking niedaleko siedziby szeryfa. Spojrzał na rejestrację.
- Panie Oklahoma, witamy w Teksasie – zanucił i włączył wyciągarkę.
Szymon przeciągnął się jak tylko wysiadł z samochodu. Jechał bez odpoczynku przez pięć godzin, ale najważniejsze że udało mu się trzymać planu. Dotarli do Point Markus na czas.
Rozejrzał się po pustych uliczkach. Jedyny znak wskazywał, że przecznicę dalej znajduje się bank i biblioteka. Cisza aż piszczała w uszach. Nie zauważył ani jednej żywej duszy mimo, że była za dwie minuty piąta – środek dnia. Czy ludzie tutaj nie pracują? –Zdziwił się.
Aleksandra spała na tylnym siedzeniu. Uśmiechnął się pod nosem. Nie była wymarzonym materiałem na żonę, ale uznał, że po ślubie jej postrzelone pomysły się kończą a ona stanie się żoną jakiej oczekuje. Miejsce wydawało się być bezpieczne więc postanowił jej nie budzić. Zostawił kluczyki w stacyjce by klimatyzacja działała a sam poszedł zobaczyć okolicę. Ujrzał mężczyznę wchodzącego do baku.
- W końcu ktoś tutaj pracuje – stwierdził.
Trzy minuty później Jeff pędził jakby chciał wygrać Wielką Pardubicką. Torby z pieniędzmi obijały się mu o nogi lecz on nie zwalniał. Wypadł zza zakrętu i dopadł samochód. Energicznie otworzył drzwi i wrzucił pieniądze na przednie siedzenie. Zapuścił silnik i ruszył.
Dopiero dwadzieścia minut później, gdy przekraczał granicę stanu poczuł jak poziom adrenaliny opada. Kradzież poszła gładko, ponieważ o tej porze w baku został tylko dyrektor i kasjer. Poczuł dreszcz podniecenia na samą myśl ile pieniędzy miał w torbach.
Ola powoli budziła się stwierdzając z niezadowoleniem, że ciągle są w drodze. Kolejną porcję niezadowolenia wzbudziła w niej pilna potrzeba pójścia do toalety, a wiedziała jak Szymon był upierdliwy gdy musiał się zatrzymywać na niezapowiedziane postoje. Usiadła opierając się na dłoni i mimo zaspania szybko oceniła, że kierowcą nie jest bynajmniej Szymon. Przekręciła głowę to w lewo, to w prawo jakby szukając odpowiedzi na nurtujące ją pytanie:
- Kim pan jest? – Spytała spokojnie.
Oczy Jeffa otworzyły się szeroko gdy w lusterku wstecznym zobaczył kobiecą twarz. W samochodzie ktoś był! Oprócz niego, naturalnie. Wcisnął z całej siły pedał hamulca. Opony wydały nieprzyjemny dla uszu pisk, a pojazd wpadł w poślizg i zaczął kręcić się niczym karuzela. Ola obijała się co chwila o inna część pojazdu, aż spadła między siedzenia desperacko chroniąc głowę rękami przed urazem. Za oknem świat wirował a ona chciała tylko wydostać się w pułapki.
Karuzela skończyła się równie nagle jak zaczęła.
Pasy bezpieczeństwa mocno ścisnęły Jeffa. Nerwowo łapał powietrze rzucając się do wyjścia, lecz te same pasy które przed chwila uchroniły go przed bolesnym spotkaniem z deską rozdzielcza teraz trzymały go w pułapce. Szarpał je bezskutecznie jednocześnie obserwując kątem oka jak postać z tyłu gramoli się do wysiadania.
Wydostali się w tym samym momencie i stojąc po dwóch stronach pojazdu patrzyli na siebie zaskoczeni.
- Co jest, kurwa?! – Wrzasnął, bo nic mądrzejszego nie przyszło mu do głowy i sięgnął po pistolet na widok którego z gardła Oli wydobył się donośny pisk, a ona sama odwróciła się na pięcie i rzuciła do ucieczki.
Szok w jakim była uniemożliwiał panowanie nad odruchami, w tym nad wydobywaniem z siebie irytującego odgłosu. Biegła jak najdalej.
Jeff stał oszołomiony.
Zacisnął oczy w nadziei, że po otwarciu dziwna, wrzeszcząca i biegnąca zygzakiem postać zniknie. Nic takiego niestety nie nastąpiło. Chwilę zajęło mu dojście do jakże olśniewającego wniosku, że dobrze byłoby coś zrobić w tej sytuacji - nie bardzo wiedział jednak co. Uznał wobec tego, że najpierw ją dorwie a potem pomyśli.
- Kurwa, stój! – krzyknął widząc jak hałaśliwa postać szybko się oddala, a Ppnieważ nie posłuchała i biegła dalej rzucił się w pogoń.
Okazało się to niełatwym zadaniem, bo Ola często zmieniała kierunki i generalnie biegła bez ładu i składu więc trudno było przewidzieć jej kolejny krok. Jeff miał ochotę ją zastrzelić, jaka szkoda, że jedyna broń jaką dysponował była plastikowy rewolwer. Potknął się o korzeń i prawie wylądował twarzą w krowim placku. Wkurzony usiadł na pietach, złapał pistolet, zamachnął się i rzucił nim trafiając (ku swemu wielkiemu zdziwieniu) Olę w głowę. Ola czując mocne uderzenie i upadając spektakularnie była równie zaskoczona co on.
- O pierdolę, ale numer – stwierdził stojąc z rekami w górze jakby czekał na oklaski. Nie mogąc się ich doczekać zreflektował się po kilku sekundach, dopadł Olę i zatkał jej usta dłonią.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz